niedziela, 15 września 2013

Część 9

- Spokojnie... Nie panikuj. - wypuścił telefon z ręki, który upadł na ziemię.
Ekran był stłuczony, wszystko powypadało ze środka. A ta komórka niestety była droga. Chciało mi się płakać.
Chłopak odszedł.
A ja sama próbowałam złożyć telefon. Niestety przestał działać. Usiadłam załamana na ziemi trzymając na kolanach torbę i telefon. "Dlaczego akurat ja?" -spytałam sama siebie w myślach.
Do końca dnia go już nie widziałam. Tak jakby rozpłynął się w powietrzu.


Miałam bardzo dużo zadane do domu. Postanowiłam nie wychodzić dziś nigdzie. Po za tym miałam do wykucia 50 słówek z niemieckiego. Dopiero w tej chwili zastanawiałam się, dlaczego się za to wcześniej nie wzięłam. No ale cóż. Za późno na takie rozmyślenia. Miałam jeszcze jeden duży problem - zepsuty telefon. 
- Asiu... Próbowałam się do ciebie dodzwonić dzisiaj. Ale cały czas sekretarka się włączała.
- Mamo... Telefon mi się zepsuł. - poinformowałam ją.
- Słucham? - spytała zdziwiona. Nigdy nie mogłaby się po mnie spodziewać, że coś zepsułam. W sumie to nie ja to zrobiłam.
Pokazałam jej mój telefon nic nie mówiąc. Zrobiła wielkie oczy i spytała się jak to się stało.
- Przez takiego jednego... Ze szkoły. - powiedziałam niepewnie. - Ale to nie ważne.
Znając moją mamę, od razu chciałaby wszystko załatwiać za mnie. Pojechałaby do szkoły i zrobiłaby awanturę u dyrektorki. A tego raczej nie chcę.
- I teraz oczekujesz nowego telefonu? - spytała zła.
- Nie... Mogę na razie posługiwać się normalnym telefonem domowym. Albo pożyczyć od koleżanki. Żaden problem.
Gdy skończyłyśmy rozmawiać i byłam już zmęczona nauką. Weszłam na skype. Na którym było paru moich znajomych. Zadzwoniła do mnie Weronika.
- Aśka! Dlaczego do jasnej cholery nie odbierasz telefonu. Dzwoniłam wcześniej do ciebie z 20 razy. Piotrek miał wypadek! - powiedziała.
 Siedziałam cicho. Dopiero po chwili oprzytomniałam i zrozumiałam co się stało.
- Jak do tego doszło?
- Wypadek samochodowy. Jest w bardzo poważnym stanie. Mała szansa że przeżyje.
- Wiesz w jakim jest szpitalu? - odezwałam się cicho.
- Ma teraz operację...

Rozłączyłam się. Widziałam pełno opisów w których pisali o Piotrku. On był dla mnie taki ważny. A teraz. Nie wiem co ze sobą zrobić. Czułam się okropnie.Wyszłam z domu. Szłam wąskim chodnikiem nad wysoki most. Stanęłam na balustradzie.
- Ej! Co ty robisz?! - spytał jakiś mężczyzna.
Skoczyłam.





________________________________
Przerażająca część. Ale mam nadzieję, że się podobała. :D
Za tydzień będzie nowa. Nowicjuszy zapraszam do przeczytania tych wcześniejszych. ;)

sobota, 7 września 2013

Część 8

- O mój Boże... Tak bardzo cię przepraszam. - czułam jakby twarz zaczęła mi się palić ze wstydu.
- Nie ma sprawy. Ja lepiej pójdę już sobie. Na razie! - odwrócił się do wyjścia i zniknął.
Do pokoju wpadła mama. Lekko przerażona sytuacją szybko poszła do łazienki po mop.
- Zetrzyj to... Dalej chce Ci się wymiotować? - spytała.
- Już nie. Jest dobrze. Ale czuję się okropnie, upokorzyłam się przed nim. Nigdy mu już nie spojrzę w oczy.
- Zapomnij o tej sytuacji. - uśmiechnęła się i wyszła.

Dzisiaj pierwszy dzień szkoły. Nie widziałam się z Piotrkiem i Krzyśkiem od dnia przeprosin. Moja klasa liczy 35 osób, dość spora grupa. Mam nadzieję, że się odnajdę w nowym liceum.
- Na pewno wzięłaś wszystko? Drugie śniadanie, strój na wf... - dopytywała mama gdy zakładałam buty w przedpokoju.
- Tak, wszystko mam. Spokojnie. - sięgnęłam po kurtkę, założyłam plecak i wyszłam.
Pogoda była do bani. Padało, grzmiało i był duży wiatr. W dodatku ledwo co zdążyłam na autobus, w którym nie było gdzie siedzieć i stałam koło jakiegoś chłopaka, który nie mył się chyba z miesiąc.Obrzydliwe...
- Witam was w pierwszym roku szkolnym w naszym liceum! - ogłosiła nasza nowa wychowawczyni, której imienia nie znam. - Czy ja wam przeszkadzam? - spytała się dziewczyn, które siedziały na samym tyle klasy i rozmawiały ze sobą.
- Nie... Przepraszamy. - odezwała się jedna z nich.
- Rozumiem wasze podekscytowanie. Ale proszę was, żebyście się trochę opanowali... Nazywam się Natalia Niemczyk i będę waszą nową wychowawczynią na te 3 lata nauki. Jakieś pytania?
Cisza.
- No dobrze. Zaraz kończy się lekcja. I będziecie mieli... Chemię. - poinformowała nas, po czym zadzwonił dzwonek.
Gdy wyszłam z klasy widziałam wokół siebie jakieś grupy po kilka osób. Rozmawiali ze sobą, śmiali się, a ja byłam sama. Beznadzieja. Muszę sobie jakoś poradzić przez te pierwsze dni. Później może znajdę sobie jakąś koleżankę której będę się trzymać.
Chemia była na drugim piętrze, musiałam się tam jakoś dostać. Schodami. Pełno było tam ludzi. Albo ktoś przechodził, albo ktoś siedział na parapecie przy oknie.
Nagle poczułam jak ktoś mnie szturchnął.
- Jak łazisz?! - spytał wściekły dres.
- Om... - zająkałam się. - przepraszam.
- Żeby mi się to nie powtórzyło. - spiorunował mnie swoim wrednym wzrokiem.
Najwyraźniej mnie nie lubi... Ale bez przesady, nie może mi wiele zaszkodzić. 

Po chemii miałam jeszcze 5 dłuuugich lekcji. Ale na szczęście będą tylko przedstawiać zasady na lekcji bla, bla.
Stałam koło drzwi do biologii i pisałam smsy z Weroniką. 
- Znowu się spotykamy... - powiedział do mnie ten sam chłopak co wcześniej się na mnie uwziął. Stało koło niego dwóch napakowanych gości z tatuażami na rękach.
Uśmiechnęłam się do niego sztucznie.
- Z kim to się pisze? - spytał po czym wyrwał mi telefon z ręki.
Chciałam mu ją odebrać, ale na marne. Trzymał rękę za wysoko. Na korytarzu nie było żadnego nauczyciela, który mógłby mi pomóc. Teraz dopiero wiedziałam, że on mi już nie odpuści...


_________________________
Opowiadania będą pojawiały się co tydzień w weekend (mam nadzieję). Taka mała informacja ;p
Osoby, które są tu pierwszy raz zapraszam do przeczytania wcześniejszych części :D

sobota, 31 sierpnia 2013

Część 7

Sięgnęłam po telefon, aby najpierw zadzwonić do Piotrka. Bez efektów. Nie odbierał. Tak samo z Krzyśkiem. Wstałam z wygodnego łóżka kierując się do wyjścia. W kuchni, gdy już ledwo dotknęłam klamki mama spytała się mnie zaciekawiona:
- Dokąd się wybierasz młoda panno?
- Do kolegi. Ale to na chwilkę tylko...
- Nie ma mowy. Zobacz która jest godzina. I tak w ogóle to ja nie wiem gdzie ten twój "kolega" mieszka. Wracaj do pokoju!
Zrezygnowana wróciłam do pokoju. Spojrzałam na zegar i faktycznie było późno.


Wstałam wcześnie, abym zdążyła zastać Krzyśka w domu.
- Krzysiek! Ktoś do ciebie przyszedł! - krzyknęła jego mama, która wyglądała jakby jeszcze spała.
- Co znow...- powiedział Krzysiek, po czym spojrzał na mnie. - Asiu? Co ty tu robisz? - zrobił wielkie oczy. - właśnie chciałem do ciebie zadzwonić i za wszystko ciebie przeprosić.
- Nie... Krzysiek... To ja chciałam ciebie przeprosić, zachowałam się paskudnie wypraszając was z domu. Przez całą noc nie mogłam spać i miałam wyrzuty sumienia...
Zanim skończyłam mu tłumaczyć wszystko, złapał mnie i przytulił do siebie.
- Wybacz, ale spieszę się do pracy. Do zobaczenia później.
I poszedł.
Teraz mam przed sobą kolejne zadanie. Przeprosić Piotrka, to jego najbardziej skrzywdziłam.


- Wybacz, ale nie ma go w domu. Coś przekazać? - powiedział ojciec Piotrka.
- Proszę, żeby Pan powiedział... Że go bardzo przepraszam. Niech się do mnie odezwie później. Dobrze?
- Oczywiście.


Żołądek mnie rozbolał. Nie mam pojęcia czy to ze stresu, czy po prostu zjadłam coś nietakiego.
- Zrobić miętę? Blada jesteś strasznie...
Zgodziłam się, być może mi przejdzie.
Nagle usłyszałam odgłos pukających drzwi. Otworzyłam je. Stał w nich Piotrek.
- Przepraszam.- powiedzieliśmy w tym samym czasie.
Roześmiałam się, mimo że odczuwałam coraz silniejszy ból.
- Czemu jesteś taka blada? - spytał przerażony.
- A to nic... To tylko żołądek. - uśmiechnęłam.
Zaprosiłam go do środka. Przywitał się z moją mamą. Ja wzięłam od niej herbatę i poszliśmy do mojego pokoju.
- Wybacz... Ale jakoś nie chciało mi się sprzątać. - powiedziałam po czym rozejrzałam się po pokoju w którym panował totalny nieład.
- Nie ma sprawy, u mnie jest gorzej. - roześmiał się. - Połóż się, może będziesz się lepiej czuła. Coś ci podać?
- Nie... - z chwilą milczenia powiedziałam - Dziękuję za twoją troskę i... Wyrozumiałość.
- Zdarza się.
Piotrek usiadł koło mnie na łóżku, po chwili lekko się schylił i pocałował mnie. O nie... Zachciało mi się wymiotować, odwróciłam się od niego i zwymiotowałam na podłogę. Co za upokorzenie!!

piątek, 28 czerwca 2013

Część 6

Wyszłam z kawiarni. Zauważyłam po drugiej stronie księgarnie. Aby do niej dotrzeć musiałam przejść przez pasy. Światło powoli zmieniło się na żółte, ruszyłam biegiem, aby zdążyć przejść. Jednak jedna książka z reklamówki zrobiła dużą dziurę i wszyscy wypadło. Jak na złość to wszystko wydarzyło się na środku ulicy. Samochody zaczęły trąbić, abym się ruszyła. Spaliłam się ze wstydu, ale zdążyłam w pół minuty wszystko zebrać.


- Kupiłaś wszystko? - spytała mama z kuchni przygotowując kolację, gdy usłyszała zatrzaskujące drzwi.
- Nie. - powiedziałam zła.
- Co się stało?
Położyłam na stół dziurawą reklamówkę, w której były nowe, brudne książki. Mama najwyraźniej doznała szoku.
- Co ty z nimi zrobiłaś?
Westchnęłam ciężko, wzięłam książki i poszłam do pokoju.


,,Te wakacje bardzo szybko zleciały, kupowanie książek to istny koszmar... Upokorzenie na środku ulicy z rozrzuconymi, nowymi książkami." - napisałam na swoim blogu.
Dostałam smsa... Od Krzyśka i Piotrka.
,,Zaraz do ciebie wpadnę ;) " - napisał Piotrek.
,,Skończyłem pracę, mogę do ciebie przyjść? :D" - napisał Krzysiek.
Przeraziłam się tymi smsami... Dwóch chłopaków chce do mnie przyjść. Zaraz zemdleję. Piotrek nic nie wie o Krzyśku, a Krzysiek nic nie wie o Piotrku. Przecież nie mogę im obu odmówić spotkania. Z obydwoma chciałabym się bardzo zobaczyć. Dobra, jakoś to będzie.


- Cześć... - do pokoju wszedł Piotrek.
- Hej.
Piotrek zza pleców wyciągnął wielki bukiet róż. Zarumieniłam się lekko.
- Z jakiej to okazji? - spytałam cała zaczerwieniona na twarzy.
- Nie było żadnej... Tak po prostu. - lekko się do mnie zbliżył. Niemal doszło do naszego pierwszego pocałunku, przerwało nam pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedziałam.
Do pokoju wszedł Krzysiek.
- Witam... - spojrzał na mnie a po chwili na Piotrka. - Kto to jest?
- To jest Piotrek. - zapoznałam Krzyśkowi Piotrka.
- Hej. Jestem Krzysiek. - po tym spojrzał na mnie i wręczył mi cudowny kolorowy bukiet kwiatów.
- Dziękuję.
Zauważyłam u Piotrka ogromne zdziwienie oraz złość.
- Co to ma znaczyć? - popatrzył mu prosto w oczy.
- Co masz na myśli? - odpowiedział pytaniem Krzysiek.
- Asia... Kto to w ogóle jest?
- Spokojnie Piotrek... Poznaliśmy się niedawno dzięki Emilii.- powiedziałam. - to tylko kolega - dodałam ciszej.
Uspokoił się. Poszłam szybko do kuchni po coś do przegryzienia i picia. Gdy już ledwo co otworzyłam drzwi usłyszałam jak wymieniali się ostrymi słowami na swój temat.
- Spokój! Co to ma znaczyć? Chciałam z wami jakoś spędzić czas, a wy wyżeracie sobie oczy. Jak to tak ma wyglądać to ja was żegnam. - powiedziałam cała rozwścieczona.
Wyszli.
Mogłam darować sobie te słowa. Muszę ich przy najbliższej okazji przeprosić. Zawsze tak mam, że najpierw robię, później myślę.


______________________________________
Są już wakacje, więc będzie więcej części. Jeżeli ktoś pierwszy raz wszedł na tego bloga zapraszam do przeczytania wszystkich części ;p

piątek, 31 maja 2013

Część 5

- To nic poważnego, ale najlepiej jakby przez parę dni została w domu.
- Dobrze panie doktorze. - oznajmiła moja mama.
Nie wyobrażam sobie całego dnia siedzenia w domu i nudząc się... Oglądanie tv i nic innego, ale w sumie będę miała więcej czasu na pisanie bloga. To był chyba jedyny plus.
Gdy doszłam do domu powiesiłam sweter na haczyku i poszłam na balkon. Usiadłam wygodnie na miękkim krzesełku. Przysłuchiwałam się śpiewu ptaków. Nagle zauważyłam błyskawicę, która przecięła niebo na dwie części. Zaczął padać rzęsisty deszcz. Mogłam sobie dalej siedzieć, gdyż miałam dach nad głową. Dostałam smsa od Emilii "Hej. Słyszałam, że skręciłaś kostkę. Jak się czujesz? ;)". Odpisałam jej więc "A, dobrze. Trochę boli, ale da się żyć. Za parę dni mogłybyśmy się spotkać. No chyba, że sama byś do mnie przyszła. :P". Odstawiłam telefon i sięgnęłam po grubą książkę, którą miałam dzisiaj zamiar skończyć, jednak utrudnił mi to sms, który poinformował mnie, że Emilia zaraz do mnie przyjdzie... Z jakąś osobą.
Minęło parę minut i na balkon weszła Emilia.
- Hej Emilcia! Jak miło cię widzieć. - na jej widok aż wstałam, aby się z nią przytulić.
- Chciałabym ci kogoś przedstawić. - mówi. - To jest Krzysiek.
Spojrzałam na niego. Był wysoki, brązowooki, krucze włosy lekko pofalowane. Na pierwszy rzut oka, spodobał mi się.
- Hej. Miło mi. - podał mi dłoń.
- Mi również. - uśmiechnęłam się do niego i odebrałam uścisk. - Skąd jesteś?
- Chodzę do tej samej szkoły co wy.
Zdziwiłam się, bo nigdy go wcześniej nie zauważyłam w naszej szkole.
- Asia masz coś do picia? - spytała mnie Emilia.
- Tak. Przyniosę ci. - oznajmiłam.
- Nie, nie... Sama przyniosę. - puściła mi oczko i zniknęła w pokoju.
Chwila ciszy... Krzysiek postanowił zacząć jakąś rozmowę.
- Jak się trzymasz? - spytał.
- Jest dobrze, ale muszę w domu siedzieć - skrzywiłam się.
- Potrzebujesz czegoś? Przynieść ci coś? - spytał troskliwie.
- Na razie nie...
- Om... - przypomniało mu się coś. - Mam coś dla ciebie...
Zaczął grzebać w czarnym plecaku i wyciągnął mufinki.
- Mufinki. - zaśmiałam się lekko.
- Sam robiłem - uśmiechnął się. - Mam dla ciebie z nadzieniem czekoladowym, śmietankowym i wiśniowym.
- Nie trzeba było.. Ale dziękuję.
Emilia przyniosła nam po szklance lemoniady. Po czym usiadła koło mnie.
Rozmawialiśmy parę godzin. Wygłupialiśmy się, oglądaliśmy horror. Co chwilę darłam się "Wyłącz to! Wyłącz to!". Muszę przyznać, że to było całkiem komiczne.


Zbliżał się kolejny rok szkolny. Zamieszanie w księgarniach, ponieważ ktoś nie może znaleźć książki do geografii. Wypytuje pracowników, a oni mówią, że nie ma. Klienci wypadają ze sklepu zbulwersowani. Było trochę problemu. Kupiłam kilka książek w księgarni w rynku, resztę muszę szukać gdzie indziej.
Przesiedziałam prawie cały dzień na mieście. Zrezygnowana poszłam do pobliskiej kawiarni, by zamówić koktajl owocowy.
- Dzień Dobry. - powiedziałam nie spoglądając na sprzedawcę.
- Joasia? Co ty tutaj robisz? - usłyszałam głos Krzyśka.
Ucieszyłam się na jego widok, bo dawno go nie widziałam.
- Zakupy szkolne. - powiedziałam krótko i się uśmiechnęłam.
- Co chciałabyś zamówić?
- Koktajl owocowy.
- Już się robi. - powiedział i gdzieś zniknął.
Gdy wrócił położył na stoliku przede mną wielką szklankę wypełnioną koktajlem. Po czym usiadł koło mnie.
- Już kupiłaś wszystko? - spytał zainteresowany.
- Brakuje parę rzeczy, ale poradzę sobie do wieczoru.
- Dobra.. To ja ci nie przeszkadzam... - powiedział.
- Nie... Nie, zostań. Posiedź ze mną. Dawno cię nie widziałam.
- No dobra... - roześmiał się. - Może.. Byśmy się kiedyś spotkali? - zapytał niepewnie.
- Okey. Kiedy chcesz i gdzie chcesz.
- Zadzwonię do ciebie później, teraz lecę do pracy, bo mnie szef wyrzuci.
- Pa... - też wstałam i wyszłam..


_________________________
Przepraszam, że musieliście długo na to czekać ;/ . Koniec roku szkolnego się zbliża więc trzeba oceny poprawić i nie ma czasu na pisanie... Ale postaram się jakoś to zmienić ;)

Pozdr. c:


sobota, 11 maja 2013

Część 4

Nie miałam pojęcia jak się zachować. Czy wybuchnąć płaczem, czy gniewem. Szybko wstałam z siedzenia, zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu chusteczek. Nie było ich.
- Dajcie mi jakąś chusteczkę! - zaczęłam panikować.
Sukienka była nowa, a plama wiśniowa. Mama mnie zabije... Piotrek wyciągnął z kieszeni chusteczki i pomógł mi ścierać lody i wiśnie. Kelner zaczął przepraszać, chociaż to nic nie dawało. Plama nie schodziła!

- Joasiu, chodźmy stąd. - powiedział Piotrek po czym zaprowadził mnie do wyjścia.
Skierowaliśmy się na rynek, aby odpocząć od tego całego zamieszania. Usiedliśmy na brązowej ławce, tuż pod drzewem, które nas chroniło przed słońcem.
- Nigdy już tam nie wrócę... Mama mnie zabije, to była nowa sukienka. I jak to teraz wygląda. - łzy zaczęły mi cieknąć po policzkach, gdy ja spoglądałam na plamę.
- Nie martw się, nie powinno być tak źle. Chcesz wrócić do domu? - spytał, a ja pokiwałam głową w górę.
Wstaliśmy, wytarłam rękoma oczy i założyłam okulary przeciwsłoneczne.

- Joanna co ty zrobiłaś z tą sukienką? - spytała wściekła mama.
- Jakaś oferma z lodziarni wywaliła na mnie cały deser!! - wydarłam się wściekła i wparowałam do swojego pokoju i trzasnęłam drzwiami. Rzuciłam się na łóżko. Zamknęłam oczy i się wyciszyłam. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. To był Piotrek. Całkiem zapomniałam, że ze mną przyszedł do domu.
- Poczekaj chwilę, muszę się przebrać. - po chwili wyszedł i czekał za drzwiami. Przebrałam się w dres i luźną bluzkę. Mam już dość strojenia się w nie wiadomo co, bo i tak coś zawsze nie wyjdzie. - Możesz wejść.

Rozmawialiśmy ze sobą, śmialiśmy się, jedliśmy różne przekąski, które przynosiłam co jakiś czas z kuchni. Spojrzałam na zegarek. Była 18:56. Powinnam zacząć pisać post na blogu. Tak... Wiem, jestem strasznie punktualna.
- Wybacz, ale muszę coś zrobić. - powiedziałam po czym sięgnęłam po laptopa i zaczęłam coś pisać na klawiaturze.
- Co robisz? - spytał zaciekawiony i usiadł koło mnie na łóżku.
- Prowadzę bloga... - powiedziałam, bez żadnych tajemnic.
- O czym? Jeśli można wiedzieć?
- O wszystkim... - powiedziałam po prostu.
Pisałam i pisałam, wrzucałam jakieś linki. Ogólnie post był o tym kelnerze i sukience. Piotrek zaczął się rozglądać po pokoju. Zauważył szklaną półkę na której stały przeróżne medale z ręcznej, szczególnie te z pierwszymi miejscami.
- Wow... To ty masz takie duże osiągnięcia? - spojrzał na mnie i po chwili znów na półkę.
- To już przeszłość. Złamałam sobie nogę i zrezygnowałam. Gdy wyzdrowiałam trener jeszcze mnie zachęcał, ale nie wróciłam do tego. To nie moja działka...
Odłożyłam laptopa, wstałam z łóżka i od razu upadłam na ziemię.
- Ał! - wydarłam się.
- Co się stało? - spytał przerażony.
- To nic takiego... Stopa mi się lekko przekrzywiła. - próbowałam wstać, coś mi to nie wychodziło...

_________________________
Wybaczcie, że dawno nie pisałam nowej części, to szczególnie przez szkołę... Dużo sprawdzianów i nauki.
Co sądzicie o tej części? ;)

Pozdrawiam ;D

środa, 1 maja 2013

Część 3

Dostałam odpowiedź "O pierwszej, w lodziarni na ulicy Jana Matejki :D".
Zerknęłam na godzinę, była 8:17. Powinnam się wyrobić. Poszłam do kuchni, zjadłam szybkie śniadanie i ruszyłam do łazienki. Gdy już wszystko skończyłam robić, wróciłam do swojego pokoju. Otworzyłam wielką szafę pełną ubrań... Po prostu się załamałam. Nie wiedziałam w co się ubrać. 
Do pokoju ktoś zapukał.
- Proszę.
Weszła mama.
- Co ty robisz? - przyjrzała mi się z uwagą.
- Mam dzisiaj spotkanie. Nie mam pojęcia w co się ubrać.
- A z kim to spotkanie? - zainteresowała się mama.
- Z Piotrkiem... Nie znasz. Poznaliśmy się wczoraj, wydaje się być bardzo fajny.
- Hmm... Chyba ja coś na to poradzę.- nagle zniknęła.
Po chwili wróciła mama.
- Proszę, to dla ciebie. - powiedziała, pokazując mi błękitną, przewiewną sukienkę.
- Ona jest cudowna mamo! - okrzyknęłam radośnie.
- Lepiej ją przymierz, bo nie wiem, czy jest na ciebie dobra. - powiedziała uśmiechnięta.
Założyłam ją na siebie, była idealnie dopasowana do mojej sylwetki. Przeszłam do przedpokoju i przejrzałam się w dużym lustrze. Błękit to był mój kolor, pasował do mnie.
- Wyglądasz w niej cudownie.
- Dzięki... Która jest godzina?
Mama spojrzała na zegarek na ręce.
- 12:06.
- O nie, muszę się trochę pośpieszyć.
Szybko założyłam białe baleriny. Sięgnęłam po torebkę, która wisiała na haczyku i szybko krzyknęłam, że wychodzę.

Doszłam tam na 12:48. Jego jeszcze nie było, więc postanowiłam pójść do WC i poprawić sobie makijaż przed lusterkiem. Nie zajęło mi to długo. Gdy wróciłam on już tam był.
- Hej Asiu! - na mój widok wstał z krzesła.
- Cześć. - uśmiechnęłam się.
Usiedliśmy. Była chwila ciszy.
- Pięknie dziś wyglądasz.
- Em.. Dzięki.
Nagle podszedł kelner:
- Proszę menu. - rozdał nam po jednym menu i odszedł.
Przeglądałam menu i co jakiś czas spoglądałam na niego. Ręce zaczęły mi się trząść.
- Wszystko ok? - spytał. - Ręce ci się trzęsą.
- Tak, wszystko ok. To nic. Nie zwracaj na to uwagi.
Zestresowałam się przy nim. Był tak nieziemsko przystojny.
Przyszedł do nas kelner.
- Co zamawiacie? - uśmiechnął się do nas.
Złożyliśmy zamówienie i odszedł. 
Zaczęliśmy rozmawiać, poznawać się. Dowiedziałam się, że ma 17 lat. Urodziny 13 października. Lubi niebieski i szary kolor. Po prostu ważne i mniej ważne rzeczy.
- Oto pańskie zamów... - kelner, który nas obsługiwał potknął się o coś i nasze desery wylądowały na mojej sukience.


__________________________
Oto kolejna część. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzu :D

Pozdr. ;3