czwartek, 28 listopada 2013

Część 13

Przyglądałam się każdej sukience, powieszonych na wieszakach w sklepie. Nic nie przypadło mi do gustu. Niektóre miały za duże dekolty, za krótkie spódniczki. W sumie to i tak nie znalazłabym nic wprost idealnego. Nie chcę również, żeby ta sukienka była zbyt elegancka.
- Spokojnie... To nie jedyny sklep w tym centrum handlowym. Dopiero weszłyśmy, a ty jesteś już zrezygnowana. - odezwała się Weronika.
- Zaraz dojdziemy do mojego ulubionego sklepu... Mają tam fantastyczne rzeczy. Powinnaś tam coś kupić. - powiedziała Emilia.
Nic jeszcze nie kupiłam, ani butów, ani sukienki ani torebki. A chciałabym żeby ten dzień był dla nas bardzo wyjątkowy.
Dochodziłyśmy już do sklepu, tuż przed wejściem Emilia zadała mi pytanie.
- Asia... Tobie ten Piotrek się podoba? Że chcesz się tak ładnie ubrać.
- Co? Nie... On jest dla mnie ważny, ale to jest mój przyjaciel, na którym mi zależy. Nie wyobrażam sobie z nim związku. To byłoby... Dziwne.
- Czy ja wiem. - uśmiechnęła się Weronika.
Już przy samym wejściu Emilia pobiegła pod jakiś regał i szukała rozmiaru jakiejś bluzki. Najwyraźniej jej się bardzo spodobała. Ja jednak dalej mam problem, a przy mnie została tylko Weronika.
- A może to? - pokazała ręką na lekką, szmaragdową sukienkę z czarnymi ramionami ze skóry przyozdobionymi ćwiekami.
- Nie ten kolor.
Przeszukiwałam wieszaki, tuż obok stała Weronika, która również szukała.
- O mój Boże... - zesztywniała.
- Co się stało? - odwróciłam się do niej.
Weronika trzymała w rękach prześliczną błękitną sukienkę.
W tym momencie przybiegła Emilia trzymająca w ręku torbę z zakupem. Zrobiła wielkie oczy i spytała:
- Skąd ty to wzięłaś?
- No znalazłam tutaj - pokazała - ale tylko jedna jest.
- No raczej. To jest unikat. W nielicznych sklepach tej marki jest ta sukienka i jest tylko jeden rozmiar L. Wszystkie dziewczyny jej szukały. I co Asia bierzesz ją?
- No podoba mi się... Tylko, że jest trochę droga i nie starczy mi na buty.
Kupiłam ją. Byłam bardzo zadowolona z zakupu. Nie przejmowałam się tym, że nie starczyło mi na inne zakupy, ale warto było.
Gdy wróciłam do domu byłam bardzo szczęśliwa. Przeszukałam szafkę na buty i zauważyłam moje czarne, całkiem nieużywane baleriny. Strój już mam, teraz tylko czekać. 
Piątek minął bardzo szybko... Rozpoczęła się upragniona sobota.


___________________
Przepraszam, że długo nie pisałam. Nadmiar nauki, sprawdzianów i kartkówek. Spróbuję to jakoś nadrobić w ten weekend. Nowicjuszy zapraszam do przeczytania wcześniejszych części :D

piątek, 1 listopada 2013

Część 12

Pobiegłam w jego stronę. Przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. Brakowało mi go przez te parę miesięcy.
- Tęskniłam. - powiedziałam łkając.
- Ja też...
Niestety nie mogłam z nim stać dużo czasu. Autobus przyjechał i musiałam się z nim żegnać. Mimo, że miałam wiele planów wobec szkoły nie chciałam dzisiaj nigdzie się wybierać. Chciałam z nim tu zostać.
- Idź już... - powiedział.
- No dobrze. Zobaczymy się później. Pa. - uśmiechnęłam się.

Nie mogłam się skupić na lekcjach. Pomijając, że parę razy dostałam piłką na wf. Uśmiechałam się sama do siebie, co dla niektórych w klasie było podejrzane. Ale jakoś się tym nie przejmowałam. Dzień mijał bardzo wolno. W dodatku musiałam zostać po lekcjach na chemii.
Bardzo chciałam się już spotkać z Piotrkiem, ale nic nie mogłam poradzić.
- Do odpowiedzi przyjdzie... - powiedziała nauczycielka od biologii. - Numer 13.
Niestety to był mój numer. Na szczęście dzień wcześniej poświęciłam na naukę do tego przedmiotu godzinę. Dostałam 4. Cieszę się z tej oceny. 
Muszę rozdzielić swój czas na naukę i spotkania ze znajomymi (w tym jakieś przyjemności np. wypad do kina itp.). Zacznę prowadzić grafik z godzinami. Na pewno mi to ułatwi życie.

***

- Hej mamo! Dostałam dzisiaj 4 z biologii! - pochwaliłam się, gdy weszłam do domu.
- To super... Mam dla ciebie niespodziankę, zajrzyj do pokoju. - powiedziała.
Ściągnęłam plecak i położyłam go obok drzwi do mojego pokoju. Otworzyłam je, a przy biurku siedział Piotrek. Czekał na mnie.
- Co ty tu robisz? - spytałam ucieszona.
- Czekałem na ciebie tutaj około pół godziny... Chciałem po prostu się z tobą zobaczyć.
- Bo w sumie ja też chciałam do ciebie teraz iść. - poinformowałam.
- Może wybierzemy się na basen? - spytał spontanicznie.
- Na basen?
W mojej głowie odegrały się wszystkie wspomnienia związane z moją próbą samobójczą. Boję się nawet zbliżyć do wody.
- Coś nie tak? - spytał. - może gdzie indziej chciałabyś...
- Gdzie indziej. Najdalej od wody. - powiedziałam przerażona.
Najwyraźniej on nic nie wiedział o tym, że przez niego chciałam popełnić samobójstwo. Nie będę mu nawet próbowała tłumaczyć, czemu nagle zaczęłam bać się wody.
Zrobił zdziwioną minę, ale nie pogłębiał tematu.
- Właśnie... - przypomniał sobie coś - w tą sobotę na wsi, gdzie mieszka moja ciotka jest jakaś impreza. Będzie kilka zespołów...  Na pewno ich znasz. - zaśmiał się.
- No dobrze. A jak daleko jest ta wieś?
- 50 kilometrów stąd. Mój sąsiad jedzie na nią, moglibyśmy się z nim zabrać. Moi rodzice się z nim przyjaźnią, więc na pewno się zgodzi.
- Spytam później mamy, powinna się zgodzić.
Zgodziła się. Gdy tylko usłyszała nazwisko sąsiada Piotrka powiedziała, że chodziła z nim kiedyś razem do podstawówki. Wspominała te wspaniałe czasy, gdy nie było komputerów i siedziało się tylko na dworze. 

Dzisiaj był czwartek, więc mało czasu zostało. Oglądając prognozę pogody w telewizji dowiedziałam się, że ma być ładna pogoda, a w nocy tylko lekki deszczyk. Nie powinno nam to przeszkodzić. Bez przesady, że będziemy tam tak długo siedzieć. Parę godzin i wracamy do domu cioci Piotrka, a z rana wracamy z jego sąsiadem. Nie mogę się już doczekać.
Jutro idę z Weroniką na zakupy, muszę kupić sobie sukienkę i jakieś baleriny, bo mam pustkę w szafie. 

__________________________
Podoba się? :) Kolejna część już za tydzień. Nowicjuszy na tym blogu zapraszam do przeczytania wcześniejszych części ;)

sobota, 19 października 2013

Część 11

Co chwilę spoglądała to na mnie to na zeszyt zapisując co mówię.
- Spędziłam z nim dużo czasu... - kontynuowałam.
- Co to był za wypadek? Wiesz coś na ten temat? Od kogo się o tym dowiedziałaś? Byłaś tego świadkiem? - zadawała mi tysiące pytań.
Miałam mętlik w głowie. W sumie, po co miałabym dzielić się z nią moimi problemami jeszcze do izolatki mnie wyślą. Więc postanowiłam nie odpowiadać już na żadne pytanie. Za dużo wie.
- Joasiu, słyszysz mnie? Proszę cię żebyś odpowiedziała mi na te pytania. Są bardzo ważne, aby przeprowadzić dalszą część terapii.
- Terapii?! Za kogo wy mnie uważacie? Nie mam żadnego problemu, po prostu mi go brakuje. Niech pani wyjdzie stąd. Nie chcę z nikim rozmawiać. - wybuchłam.
Pokazałam jej palcem drzwi. Widziałam na jej twarzy zrozumienie. Wyszła. Ale nie z domu. Rozmawiała z mamą. Nie miałam najmniejszej chęci słuchać co o mnie mówią.
- Ona nie ma ochoty na żadne towarzystwo. - mówiła moja mama do kogoś, ale nie do tej kobiety.
Postanowiłam wyjść z pokoju i zobaczyć kto przyszedł. To był Krzysiek. Na jego twarzy widniało zdziwienie.
- Asia... Co się stało? - spytał.
Stałam w salonie bez żadnych emocji. Patrzyłam z powagą na wszystkich. Po chwili po prostu ich zignorowałam i poszłam na balkon zaczerpnąć świeżego powietrza. Chciałam się wewnętrznie uspokoić.
Oparłam głowę o fotel i patrzyłam jak wiatr porusza liśćmi wysokiego drzewa w parku naprzeciwko mojego bloku. Pogoda nie była najlepsza, zachmurzone niebo, mocny wiatr. Tak zapowiadał się początek jesieni.
- Wszystko w porządku, Asiu? - spytał Krzysiek.
Wolno wszedł na balkon nie robiąc hałasu i usiadł naprzeciwko mnie.
Pokiwałam lekko głową.
- Dopiero się teraz dowiedziałem, co się stało. Mogłaś mi powiedzieć... Pomógłbym ci. - powiedział.
- Ta... - mruknęłam.
- Hm... I jak tam szkoła? - spytał uśmiechając się lekko.
- Serio, teraz będziesz mnie pytał co w szkole? - roześmiałam się.
Tego właśnie potrzebowałam, żeby ktoś mnie rozśmieszył, pocieszył. Krzysiek jest po prostu super. Potrafi podtrzymać kogoś na duchu.
Dopiero teraz zrozumiałam, że ta próba samobójcza była totalnie bez sensu. Wcale nie chciałam odebrać sobie życia, po prostu to była głęboka depresja, z której już się wyleczyłam dzięki Krzyśkowi. Nigdy na serio nie myślałam, żeby to zrobić. Skąd się wzięła ta nagła odwaga, żeby spróbować? Dzięki temu przypadkowemu mężczyźnie przeżyłam i czuję się już dosyć dobrze. A może Piotrek wydobrzeje? Będzie żył szczęśliwy... Powinni mu dać szansę, żeby przeżył. Muszę stać się optymistą, żeby nie żyć ciągle w depresji, strachu i bólu. To jest normalne u każdej nastolatki, że traci kogoś na kim jej zależy... Znaczy nie do takiego stopnia jak ja. Muszę przestać o tym myśleć. Zacząć życie od nowa. Muszę nadrobić zaległości w szkole, chodzić do niej regularnie. Trzeba poprawić swoje beznadziejne oceny. Najgorzej mi idzie niestety z matematyki, niemieckiego i fizyki. Może namówię mamę na korki u jakiegoś porządnego nauczyciela.
- Znasz może jakiegoś dobrego korepetytora od fizyki, albo matematyki czy niemieckiego? - spytałam go, przyglądając mu się.
- W sumie znam. Mój kuzyn pomagał mi z fizyką gdy miałem problemy w gimnazjum. Zadzwonię do niego, powinien znaleźć czas dla ciebie.
- To super! Muszę dogonić materiał. Sporo czasu mnie nie było w szkole. - uśmiechnęłam się. - Dziękuję...
Przytuliłam go, najwyraźniej się nie przeciwstawiał. To się nazywa prawdziwy przyjaciel.


Mama w końcu pozwoliła mi pójść do szkoły, gdy zauważyła moją poprawę humoru. Postarałam się ubrać tego dnia ładnie i elegancko. Czarna marynarka, czarne spodnie, kolorowy t-shirt z jakimś napisem oraz ciemnoniebieskie botki.
- Nie zapomnij śniadania - powtórzyła mama pokazując na ofoliowane bułki.
- Tak wiem... Dzisiaj wracam trochę później, mam zajęcia dodatkowe z chemii.
- No dobrze... Idź już, bo spóźnisz się na autobus. - pośpieszała mnie.
Doszłam na przystanek, autobusu jeszcze nie było. Usłyszałam melodyjkę w telefonie. Ktoś do mnie dzwoni. Numer "zastrzeżony". Odebrałam.
- Halo? Kto mówi? - spytałam.
- Obejrzyj się za siebie. - powiedział jakiś głos.
Zrobiłam jak ta osoba kazała. Parę metrów za mną stał Piotrek. Moje serce zamarło. Z moich oczu zaczęły wypływać łzy. Łzy szczęścia.
- Piotrek... - powiedziałam cicho płacząc.

_______________________________
Jak wam podoba się ta część? Osoby, które nie wiedzą o co chodzi, niech przeczytają wcześniejsze części ;). Komentujcie ten post. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, i dają mi dużo weny do napisania kolejnych części. Pozdrawiam wszystkich czytelników tego bloga :D

piątek, 4 października 2013

Część 10

Brak mi powietrza. W duszy głęboko pragnęłam wydostać się na powierzchnię i nabrać świeżego powietrza. Nie było to możliwe... Odbierało mi siły. Jedyne co widziałam to zgaszające się słońce nad powierzchnią wody. Poczułam jak ktoś złapał mnie za rękę...


- Obudź się... Obudź. - powtarzała jakaś osoba.
Nie widziałam dokładnie jej twarzy. Dopiero po chwili odzyskałam ostrość.
- Uf... Dobrze. Zaraz przyjedzie pogotowie. Jak ci na imię? - spytał ten mężczyzna, który był na moście.
- Asia. - po chwili powiedziałam - Dziękuję za...
Zaczęłam płakać.
- Coś się stało? Możesz mi powiedzieć. - zaproponował.
Przyjechała karetka i mnie zabrała.
- Nie... Zostawcie mnie! - zaczęłam się drzeć na lekarzy.
- Dajcie jej leki uspokajające. - powiedział jeden do drugiego.
- Aaaaaa!! - wydałam z siebie pisk.


Dopiero w szpitalu się uspokoiłam.
- Proponuję spotkać się z psychiatrą. - powiedział lekarz do mojej mamy.
- Dobrze... Zna pan może jakiegoś dobrego specjalistę, który na pewno jej pomoże? - spytała.
- Tak. Doktor Mickiewicz. To bardzo dobra kobieta. - poinformował.
Zamknęli drzwi i reszty już nie słyszałam. 
Chciałabym móc zobaczyć Piotrka jeszcze raz. Być może ostatni. 
Po paru minutach wyszli.
- Możesz już wrócić do domu pod jednym warunkiem, że udasz się do psychiatry... Nie bój się, to bardzo miła pani, która na serio tobie pomoże. Bez obaw - uśmiechnął się i wyszedł.
- Mamo... Co on ci jeszcze powiedział?
- Nic konkretnego... - przez krótką chwilę przyglądała mi się z niepokojem. - Dlaczego chciałaś to zrobić?
Nie odpowiedziałam. Udałam się do wyjścia.
- Nie mów, że to przez złamane serce. Bo po prostu ci nie uwierzę. - dogoniła mnie w holu.
- Nie chcę, żeby umarł. Rozumiesz? - powiedziałam ledwo.
- Ale kto?
- Daj mi już święty spokój! - wsiadłam do samochodu.


Bezczynnie przyglądałam się ścianie w moim pokoju. Zrozumiałam, że przydałoby się posprzątać pokój, ale po prostu nie miałam chęci na takie rzeczy.
Za oknem na niebie widniało kilka białych chmurek i słońce blisko horyzontu.
- Asiu... Masz gościa. - powiedziała mama.
Do pokoju weszła razem z jakąś kobietą.
- Dzień dobry. - powiedziała spoglądając na mnie.
Ja jednak nie miałam najmniejszej ochoty witać się z kimś i jeszcze z tą osobą siedzieć.
- Kto to? - spytałam się mamy.
- Pani specjalistka. Psychiatra. Pomoże ci...
- Nie chcę tu nikogo! Zrozum.
- Uspokój się proszę... Chciałabym ci zadać tylko kilka pytań i sobie pójdę. - uśmiechnęła się.
Nastała cisza w pokoju. Przyjrzałam jej się, szczególnie w co jest ubrana i na fryzurę jaką miała aktualnie.
- Nie. Wyjdźcie! Nie mam żadnego problemu. Dajcie mi spokój! - wybuchłam.
Kopnęłam z całej siły karton pełen książek z zeszłego roku szkolnego. Poczułam okropny ból.
- Spokojnie... Asiu. Usiądź proszę. Zrobisz sobie jeszcze krzywdę. - powiedziała.
Mama wyszła z pokoju.
Czułam w sobie furię. Ale z drugiej strony chciałam jej wysłuchać co ma mi do powiedzenia.
Usiadłam.
- Rozumiem, że jesteś jeszcze w wieku nastoletnim. Odczuwasz wiele pozytywnych i negatywnych energii. Chciałabym ci pomóc, abyś czuła się po prostu lepiej. Mogłabym się dowiedzieć od ciebie, jaki był twój powód do popełnienia próby samobójczej?
Przyglądała mi się w skupieniu trzymając w ręku notes i długopis.
- Taki chłopak... Imieniem Piotr miał niedawno wypadek. Przyjaźniłam się z nim. Mogłabym powiedzieć, że to było coś więcej....

________________________
Nie pisałam dawno, bo było pełno sprawdzianów;/
To już 10 część... Niewiarygodne! :D
Nowicjuszy zapraszam do przeczytania wcześniejszych części.

niedziela, 15 września 2013

Część 9

- Spokojnie... Nie panikuj. - wypuścił telefon z ręki, który upadł na ziemię.
Ekran był stłuczony, wszystko powypadało ze środka. A ta komórka niestety była droga. Chciało mi się płakać.
Chłopak odszedł.
A ja sama próbowałam złożyć telefon. Niestety przestał działać. Usiadłam załamana na ziemi trzymając na kolanach torbę i telefon. "Dlaczego akurat ja?" -spytałam sama siebie w myślach.
Do końca dnia go już nie widziałam. Tak jakby rozpłynął się w powietrzu.


Miałam bardzo dużo zadane do domu. Postanowiłam nie wychodzić dziś nigdzie. Po za tym miałam do wykucia 50 słówek z niemieckiego. Dopiero w tej chwili zastanawiałam się, dlaczego się za to wcześniej nie wzięłam. No ale cóż. Za późno na takie rozmyślenia. Miałam jeszcze jeden duży problem - zepsuty telefon. 
- Asiu... Próbowałam się do ciebie dodzwonić dzisiaj. Ale cały czas sekretarka się włączała.
- Mamo... Telefon mi się zepsuł. - poinformowałam ją.
- Słucham? - spytała zdziwiona. Nigdy nie mogłaby się po mnie spodziewać, że coś zepsułam. W sumie to nie ja to zrobiłam.
Pokazałam jej mój telefon nic nie mówiąc. Zrobiła wielkie oczy i spytała się jak to się stało.
- Przez takiego jednego... Ze szkoły. - powiedziałam niepewnie. - Ale to nie ważne.
Znając moją mamę, od razu chciałaby wszystko załatwiać za mnie. Pojechałaby do szkoły i zrobiłaby awanturę u dyrektorki. A tego raczej nie chcę.
- I teraz oczekujesz nowego telefonu? - spytała zła.
- Nie... Mogę na razie posługiwać się normalnym telefonem domowym. Albo pożyczyć od koleżanki. Żaden problem.
Gdy skończyłyśmy rozmawiać i byłam już zmęczona nauką. Weszłam na skype. Na którym było paru moich znajomych. Zadzwoniła do mnie Weronika.
- Aśka! Dlaczego do jasnej cholery nie odbierasz telefonu. Dzwoniłam wcześniej do ciebie z 20 razy. Piotrek miał wypadek! - powiedziała.
 Siedziałam cicho. Dopiero po chwili oprzytomniałam i zrozumiałam co się stało.
- Jak do tego doszło?
- Wypadek samochodowy. Jest w bardzo poważnym stanie. Mała szansa że przeżyje.
- Wiesz w jakim jest szpitalu? - odezwałam się cicho.
- Ma teraz operację...

Rozłączyłam się. Widziałam pełno opisów w których pisali o Piotrku. On był dla mnie taki ważny. A teraz. Nie wiem co ze sobą zrobić. Czułam się okropnie.Wyszłam z domu. Szłam wąskim chodnikiem nad wysoki most. Stanęłam na balustradzie.
- Ej! Co ty robisz?! - spytał jakiś mężczyzna.
Skoczyłam.





________________________________
Przerażająca część. Ale mam nadzieję, że się podobała. :D
Za tydzień będzie nowa. Nowicjuszy zapraszam do przeczytania tych wcześniejszych. ;)

sobota, 7 września 2013

Część 8

- O mój Boże... Tak bardzo cię przepraszam. - czułam jakby twarz zaczęła mi się palić ze wstydu.
- Nie ma sprawy. Ja lepiej pójdę już sobie. Na razie! - odwrócił się do wyjścia i zniknął.
Do pokoju wpadła mama. Lekko przerażona sytuacją szybko poszła do łazienki po mop.
- Zetrzyj to... Dalej chce Ci się wymiotować? - spytała.
- Już nie. Jest dobrze. Ale czuję się okropnie, upokorzyłam się przed nim. Nigdy mu już nie spojrzę w oczy.
- Zapomnij o tej sytuacji. - uśmiechnęła się i wyszła.

Dzisiaj pierwszy dzień szkoły. Nie widziałam się z Piotrkiem i Krzyśkiem od dnia przeprosin. Moja klasa liczy 35 osób, dość spora grupa. Mam nadzieję, że się odnajdę w nowym liceum.
- Na pewno wzięłaś wszystko? Drugie śniadanie, strój na wf... - dopytywała mama gdy zakładałam buty w przedpokoju.
- Tak, wszystko mam. Spokojnie. - sięgnęłam po kurtkę, założyłam plecak i wyszłam.
Pogoda była do bani. Padało, grzmiało i był duży wiatr. W dodatku ledwo co zdążyłam na autobus, w którym nie było gdzie siedzieć i stałam koło jakiegoś chłopaka, który nie mył się chyba z miesiąc.Obrzydliwe...
- Witam was w pierwszym roku szkolnym w naszym liceum! - ogłosiła nasza nowa wychowawczyni, której imienia nie znam. - Czy ja wam przeszkadzam? - spytała się dziewczyn, które siedziały na samym tyle klasy i rozmawiały ze sobą.
- Nie... Przepraszamy. - odezwała się jedna z nich.
- Rozumiem wasze podekscytowanie. Ale proszę was, żebyście się trochę opanowali... Nazywam się Natalia Niemczyk i będę waszą nową wychowawczynią na te 3 lata nauki. Jakieś pytania?
Cisza.
- No dobrze. Zaraz kończy się lekcja. I będziecie mieli... Chemię. - poinformowała nas, po czym zadzwonił dzwonek.
Gdy wyszłam z klasy widziałam wokół siebie jakieś grupy po kilka osób. Rozmawiali ze sobą, śmiali się, a ja byłam sama. Beznadzieja. Muszę sobie jakoś poradzić przez te pierwsze dni. Później może znajdę sobie jakąś koleżankę której będę się trzymać.
Chemia była na drugim piętrze, musiałam się tam jakoś dostać. Schodami. Pełno było tam ludzi. Albo ktoś przechodził, albo ktoś siedział na parapecie przy oknie.
Nagle poczułam jak ktoś mnie szturchnął.
- Jak łazisz?! - spytał wściekły dres.
- Om... - zająkałam się. - przepraszam.
- Żeby mi się to nie powtórzyło. - spiorunował mnie swoim wrednym wzrokiem.
Najwyraźniej mnie nie lubi... Ale bez przesady, nie może mi wiele zaszkodzić. 

Po chemii miałam jeszcze 5 dłuuugich lekcji. Ale na szczęście będą tylko przedstawiać zasady na lekcji bla, bla.
Stałam koło drzwi do biologii i pisałam smsy z Weroniką. 
- Znowu się spotykamy... - powiedział do mnie ten sam chłopak co wcześniej się na mnie uwziął. Stało koło niego dwóch napakowanych gości z tatuażami na rękach.
Uśmiechnęłam się do niego sztucznie.
- Z kim to się pisze? - spytał po czym wyrwał mi telefon z ręki.
Chciałam mu ją odebrać, ale na marne. Trzymał rękę za wysoko. Na korytarzu nie było żadnego nauczyciela, który mógłby mi pomóc. Teraz dopiero wiedziałam, że on mi już nie odpuści...


_________________________
Opowiadania będą pojawiały się co tydzień w weekend (mam nadzieję). Taka mała informacja ;p
Osoby, które są tu pierwszy raz zapraszam do przeczytania wcześniejszych części :D

sobota, 31 sierpnia 2013

Część 7

Sięgnęłam po telefon, aby najpierw zadzwonić do Piotrka. Bez efektów. Nie odbierał. Tak samo z Krzyśkiem. Wstałam z wygodnego łóżka kierując się do wyjścia. W kuchni, gdy już ledwo dotknęłam klamki mama spytała się mnie zaciekawiona:
- Dokąd się wybierasz młoda panno?
- Do kolegi. Ale to na chwilkę tylko...
- Nie ma mowy. Zobacz która jest godzina. I tak w ogóle to ja nie wiem gdzie ten twój "kolega" mieszka. Wracaj do pokoju!
Zrezygnowana wróciłam do pokoju. Spojrzałam na zegar i faktycznie było późno.


Wstałam wcześnie, abym zdążyła zastać Krzyśka w domu.
- Krzysiek! Ktoś do ciebie przyszedł! - krzyknęła jego mama, która wyglądała jakby jeszcze spała.
- Co znow...- powiedział Krzysiek, po czym spojrzał na mnie. - Asiu? Co ty tu robisz? - zrobił wielkie oczy. - właśnie chciałem do ciebie zadzwonić i za wszystko ciebie przeprosić.
- Nie... Krzysiek... To ja chciałam ciebie przeprosić, zachowałam się paskudnie wypraszając was z domu. Przez całą noc nie mogłam spać i miałam wyrzuty sumienia...
Zanim skończyłam mu tłumaczyć wszystko, złapał mnie i przytulił do siebie.
- Wybacz, ale spieszę się do pracy. Do zobaczenia później.
I poszedł.
Teraz mam przed sobą kolejne zadanie. Przeprosić Piotrka, to jego najbardziej skrzywdziłam.


- Wybacz, ale nie ma go w domu. Coś przekazać? - powiedział ojciec Piotrka.
- Proszę, żeby Pan powiedział... Że go bardzo przepraszam. Niech się do mnie odezwie później. Dobrze?
- Oczywiście.


Żołądek mnie rozbolał. Nie mam pojęcia czy to ze stresu, czy po prostu zjadłam coś nietakiego.
- Zrobić miętę? Blada jesteś strasznie...
Zgodziłam się, być może mi przejdzie.
Nagle usłyszałam odgłos pukających drzwi. Otworzyłam je. Stał w nich Piotrek.
- Przepraszam.- powiedzieliśmy w tym samym czasie.
Roześmiałam się, mimo że odczuwałam coraz silniejszy ból.
- Czemu jesteś taka blada? - spytał przerażony.
- A to nic... To tylko żołądek. - uśmiechnęłam.
Zaprosiłam go do środka. Przywitał się z moją mamą. Ja wzięłam od niej herbatę i poszliśmy do mojego pokoju.
- Wybacz... Ale jakoś nie chciało mi się sprzątać. - powiedziałam po czym rozejrzałam się po pokoju w którym panował totalny nieład.
- Nie ma sprawy, u mnie jest gorzej. - roześmiał się. - Połóż się, może będziesz się lepiej czuła. Coś ci podać?
- Nie... - z chwilą milczenia powiedziałam - Dziękuję za twoją troskę i... Wyrozumiałość.
- Zdarza się.
Piotrek usiadł koło mnie na łóżku, po chwili lekko się schylił i pocałował mnie. O nie... Zachciało mi się wymiotować, odwróciłam się od niego i zwymiotowałam na podłogę. Co za upokorzenie!!